ks. Stanislaw Groń SJ - 12 kwietnia 2000

O Tomaszu, dotykającym ran zmartwychwstałego Pana

Przeczytaj fragment Ewangelii (J 20,19-31) i rozpocznij medytacją z ufnością w sercu, byś mógł odnaleźć w sobie pokój wiary i Ducha Świętego. Święty Jan jako jedyny z Ewangelistów opisał scenę rozmowy zmartwychwstałego Jezusa z Tomaszem. Dzięki temu możemy odtworzyć wyraźniej rysy osobowości tego ucznia oraz lepiej zrozumieć, co dokonało się w jego sercu dzięki zmartwychwstaniu Pana.

Świadectwo uczniów: „Widzieliśmy Pana”

Była wieczorowa pora pierwszego dnia tygodnia. Zamknięto drzwi Wieczernika z obawy przed Żydami. Zebrana w nim była niekompletna wspólnota apostołów. Panowała niepewność, rozchodziła się bowiem niezwykła wiadomość o zmartwychwstaniu Jezusa. Oto kontekst niezwykłego zdarzenia, tj. spotkania Zmartwychwstałego z uczniami. Serca apostołów biły niespokojnie, dominowały niepewność i lęk, związany z możliwością represji ze strony władz żydowskich. Uczniowie zobaczyli zmartwychwstałego Jezusa, pozdrawiającego ich i pokazującego zranione ręce i bok. Wiedzieli, że ilekroć Bóg objawiał się w przeszłości, ogarniał ludzi lęk i bojaźń. Zdumieni i zaskoczeni niezwykłym wejściem Zmartwychwstałego, usłyszeli od Niego dwukrotne pozdrowienie: Pokój wam! Uspokoili się, uradowali i powoli ogarniało ich poczucie bezpieczeństwa. Medytuj, jak Jezus może zmienić życie zalęknionych ludzi, wlać w ich serca pokój i sprawić, że uradują się Jego obecnością.

Tomasz, Wierny Uczeń Jezusa

Zastanów się, jakim Tomasz był uczniem. Kochał Pana Jezusa nie mniej niż inni; był do Niego szczerze przywiązany. Poszedł za Nim, okazywał Mu swą miłość i wierność. Kiedy inni apostołowie odradzali Jezusowi wybranie się w podróż do chorego Łazarza, świadomi niebezpieczeństwa, które groziło ich Mistrzowi, Tomasz bezzwłocznie zadeklarował gotowość ofiary i cierpienia. Powiedział do wspólnoty apostołów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć (J 11,16). Cechowało go duże poczucie realizmu i praktyczności. Słuchając nauki Mistrza, pragnął ją zrozumieć. Kiedy Jezus w czasie swej mowy pożegnalnej wspomniał o domu Ojca i o swoim bliskim odejściu, Tomasz odezwał się z prostotą: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz, jak więc możemy znać drogę? (J 14,5). Pytanie to świadczyło o jego konkretnym spojrzeniu na rzeczywistość. Tego wieczora, kiedy Jezus pojawił się w Wieczerniku, Tomasza tam nie było. W odosobnieniu przeżywał dramat śmierci swego Pana i Nauczyciela. Stawiał czoła cierpieniu w samotności, być może dlatego ominęło go pierwsze przyjście Jezusa. Nie przyjął świadectwa uczniów. On widział śmierć Jezusa, zresztą potwierdzało ją aż nazbyt wiele dowodów. Ból i wielka miłość do Jezusa kazały mu zachować powściągliwość co do słów o Jego zmartwychwstaniu. Nie chciał konstruować pewnego twierdzenia, opierając się na niepewnych informacjach. Chciał dowodu! Wobec apostołów postawił warunki, dzięki którym gotów był uwierzyć. Tak szczegółowych żądań nie postawiłby człowiek obojętny, nie zaangażowany w sprawę Jezusa.

Niedowiarstwo i Dociekliwość

Tomasz był niedowiarkiem; miał wiarę, lecz zachwianą przez trudności i wątpliwości. Aby się przekonać, musiał osobiście wszystko sprawdzić. Żądał namacalnego dowodu. Był jednak człowiekiem uczciwym, nie ukrywał swych trudności. Kiedy na własne oczy ujrzał Jezusa i sprawdził blizny Jego ran, przestał być niewiernym i wyznał swoją wiarę: Pan mój i Bóg mój! Jego serce zostało napełnione miłością. Jakże wymowna była odpowiedź ucznia. Wyznanie uleczonego z niedowiarstwa Tomasza jest doskonałym streszczeniem jego wiary. Medytuj, jak Jezus zachował się wobec Tomasza. Nie chciał go stracić, nie zlekceważył go, nie pozostawił bez pomocy. Ponownie zjawił się w Wieczerniku – tylko dla niego! Przyjął postawione przez Tomasza warunki. Przemówił do niego pierwszy, zachęcił go do dotknięcia ran, ukazał mu swój otwarty bok, aby mógł – tak jak tego żądał – włożyć weń swoją dłoń. Medytuj nad zachętą i umocnieniem, zawartymi w słowach Jezusa: Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Podziękuj za tych, którzy odbyli długą drogę w wierze, aby móc spotkać Pana. Czasami dużo dłuższą niż osiem Tomaszowych dni. Podziękuj za dobroć Jezusa, za to, że wciąż odsłania nam Siebie, ułatwia nam poznanie Siebie i umożliwia dostąpienie łaski. On nie przyszedł po to, aby ludzi straszyć czy zadziwiać. Przyszedł po to, aby nas zbawić, aby dać władzę odpuszczania grzechów we wspólnocie Kościoła i po to, aby głoszono Jego Ewangelię w przenikniętym niewiarą i obojętnością świecie, aby ludzie wzięli Ducha Świętego i żyli Jego mocą. Podziękuj za błogosławieństwo Pana, skierowane do tych, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Przeproś, jeśli i ty domagałeś się zobaczenia ran Pana, zadanych mu przez innych, a zapominałeś, że nie dając Mu wiary, zadałeś nowe. Postaraj się, aby jak najwięcej ludzi wokół ciebie mogło radośnie wyznawać: Pan mój i Bóg mój!