ks. Stanislaw Groń SJ - 18 grudnia 2005

Wierny biskup – Tomasz Becket

Tomasz Becket urodził się w 1118 r. w Londynie. Początkowo kształcił się u kanoników regularnych w Merton, a następnie studiował w Paryżu. Po przyjęciu świeceń kapłańskich kontynuował studia prawnicze w Bolonii i Auxerre. Gdy wrócił do kraju, został mianowany archidiakonem katedry w Canterbury. W 1155 r. król Anglii Henryk II mianował Tomasza swym kanclerzem. Jego pozycję wzmocniła jeszcze królewska przyjaźń i dyplomatyczne sukcesy oraz zwycięstwa na polach bitewnych we Francji. 

Gdy w roku 1161 zmarł arcybiskup Canterbury – Teobald, Tomasz objął jego stanowisko. Były to czasy sporów między Kościołem a monarchą i Henryk miał nadzieję, że Tomasz pomoże mu osłabić sprzeciw Kościoła wobec rosnącej potęgi tronu. Kiedy jednak został arcybiskupem Canterbury, zrezygnował z kanclerstwa. Zmienił radykalnie styl życia, podejmując ascezę. Dawniejsze oddanie królowi zamienił na głęboką troskę o Kościół, o zachowanie jego praw i przywilejów. Próby poszerzenia zakresu i kompetencji sadów królewskich kosztem kościelnych oraz ograniczenia władzy Kościoła spowodowały konflikt Tomasza z królem. Tomasz ostrzegał władcę, że nie będzie posłusznym wykonawca jego poleceń. Sprzeciwił się królewskim planom nałożenia nowych podatków, wdał się też w spór z monarchą o zakres kompetencji sadów kościelnych i świeckich oraz o prawo Kościoła Anglii do odwoływania się bezpośrednio do Rzymu.

Wkrótce wrogość między nowym arcybiskupem a władcą stała się tak silna, że Tomasz musiał zbiec do Francji, gdzie spędził sześć lat. W roku 1170 Tomasz powrócił do Anglii. Szybko jednak ponownie naraził się królowi, gdy obłożył ekskomuniką kilku biskupów, którzy odmówili wykonywania jego poleceń. W przypływie złości Henryk spytał swych stronników, czy nikt nie pomoże mu się pozbyć tego „dokuczliwego księdza”. Słowa te czterech rycerzy potraktowało jako zachętę do zbrodni i 29 grudnia 1170 roku oni brutalnie zamordowali Tomasza Becketa podczas odprawiania nieszporów w katedrze.

A oto jak prawdopodobnie wyglądała męczeńska śmierć Tomasza Becketa na podstawie tekstów zebranych w angielskim dziewiętnastowiecznym dziele poświęconym świętemu (siedem tomów Materials for the History of Thomas Becket, Londyn 1875- -1885) oraz współczesnych opracowań biograficznych:
We wtorek 29 grudnia (1170 r.) arcybiskup dokonał tradycyjnego obchodu ołtarzy w katedrze, modląc się do świętych patronów, a następnie wyspowiadał się Tomaszowi z Maidstone. Potem zjadł obiad ze swymi domownikami i pracował. Rycerze, którzy mieli go zabić, przybyli do katedry około godziny trzeciej po południu. Becket nakazał wówczas odejść swym domownikom, ale prędko zmienił zdanie. Pociągnęło to za sobą także zmianę planów dotyczących morderstwa. Sprawcy mieli później zeznać, że gdyby znaleźli się sam na sam z arcybiskupem, zabiliby go drzewcem krzyża, który znajdował się przy jego krześle. Becket powitał ich dumną przemową, w której zapewnił, że nie ucieknie w obliczu śmierci i że znajdą go zawsze postępującego za Chrystusem. Następnie udał się z pałacu arcybiskupiego w kierunku kościoła. Wewnątrz zastał tłum ludzi, którzy w porze nieszporów przybyli do katedry zaalarmowani widokiem zbrojnych w mieście.

Jako pierwszy z rycerzy wpadł do kościoła Reginald fitzUrse, krzycząc: Gdzie jest Tomasz Becket, zdrajca króla i królestwa? Arcybiskup, który właśnie zaczął wspinać się na schody prowadzące z transeptu do chóru, zawrócił i odpowiedział: Tu jestem, lecz nie zdrajca, ale kapłan i arcybiskup.(…) Stał on (…) w północnym ramieniu transeptu katedry przy ołtarzu Matki Boskiej z Jej figurą umieszczoną ponad mensą na wschodniej ścianie transeptu. Po jego prawej stronie znajdował się ołtarz św. Benedykta, po lewej zaś stał Edward Grimm, który trzymał w dłoniach krzyż arcybiskupi. Becket po raz kolejny odmówił odwołania ekskomuniki rzuconej na króla i zwrócił się do rycerzy ze słowami: Jestem gotów na spotkanie z wami, ale pozwólcie odejść moim ludziom. Wówczas wszyscy, którzy z nim byli, z wyjątkiem Roberta z Merton, Williama fitzStephena i Edwarda Grimma, a także kilku nieznanych z imienia mnichów, rozbiegli się po katedrze, chowając się w jej zakamarkach i za ołtarzami.

Rycerze rzucili się na biskupa, usiłując wywlec go z kościoła, ale on, wspierany przez Grimma, który bronił go otoczywszy ramionami, stawił nadspodziewanie silny opór. Wówczas zbliżył się Reginald fitzUrse (…). Gdy fitzUrse chwycił płaszcz arcybiskupa, ten odepchnął go od siebie i przezwał rajfurem. Wtedy rzucili się na niego dwaj rycerze stojący dotąd z boku. Czwarty z grupy zabójców – Hugon z Morville – nie brał bezpośredniego udziału w zbrodni, stojąc z boku i powstrzymując napór tłumu zgromadzonego w katedrze. Jeden z rycerzy uderzył płazem miecza w ramię Becketa, raniąc równocześnie jednego z mnichów. Po pierwszym uderzeniu arcybiskup zasłonił oczy rękoma i rzucił się do przodu wdając: Polecam się Bogu, błogosławionej Marii i świętym Dionizemu i Alphege. Wówczas otrzymał z ręki fitzUrse’a uderzenie, które ścięło kawałek skóry z włosami z samego czubka jego głowy; potem miecz Reginalda opadł na lewe ramię i przeciął szaty. Równocześnie ciężko raniony został Edward Grimm, który, stojąc za Becketem, otaczał go wciąż ramionami i próbował złagodzić siłę uderzenia miecza. Jego ramię zostało głęboko rozcięte, a kość złamana tak, że upadł na bok (…). Arcybiskup, widząc krew na swoich rękach, zawołał: O Panie, w Twe ręce składam ducha mego. Po otrzymaniu kolejnego ciosu w głowę, tym razem z rąk Tracy’go, opadł na kolana wołając: Przyjmuję śmierć w imieniu Jezusa i Jego Kościoła. Gdy Trący uderzył jeszcze raz, arcybiskup upadł na posadzkę całym ciałem z rękoma rozkrzyżowanymi, wedle słów Williama FitzStephena, jak gdyby do modlitwy. Ostatni cios zadał Richard Brito. Uderzył w głowę leżącego z tak wielką mocą, że odciął mu część czaszki, a równocześnie klinga miecza złamała się na dwie części. Gdy arcybiskup leżał już martwy ze zmasakrowaną głową, zbliżył się do niego jeden człowiek przybyły z rycerzami – Hugon z Horsea (zwany też Hugonem z Mauclerc), położył stopę na szyi martwego i końcówką miecza roztarł po kamieniach posadzki jego mózg mówiąc: Ten zdrajca już nie powstanie. Równocześnie ludzie przybyli z rycerzami rozpoczęli grabież, włamując się do komnat zabitego i wynosząc jego cały ruchomy dobytek. Rycerze wkrótce odjechali w kierunku Saltwood (…).

Papież Aleksander III bardzo szybko, bo w trzy lata później w roku 1173, kanonizował arcybiskupa Tomasza, a król Henryk II u jego grobu odbył publiczną pokutę. Grobowiec świętego, jego relikwie, i wiele dzieł sztuki dotyczących Tomasza Becketa za czasów Henryka VIII zostały zniszczone. Relikwie świętego zostały oficjalnie spalone przez specjalną komisję pod przewodnictwem Thomasa Cromwella. Niektórzy badacze mówią jednak o uratowaniu relikwii Becketa, inni zaś dość sceptycznie odnoszą się do tej tezy. 23 stycznia 1888 r. pod posadzką krypty, w miejscu pierwszego spoczynku szczątków arcybiskupa obok wmurowanych w posadzkę marmurowych płyt, mogących stanowić pozostałość jego pierwszego grobu, znaleziono trudne do zidentyfikowania kości, ułożone na kamiennej podstawie wokół czaszki ze śladami mechanicznych urazów. Znalezisko kości ponownie wydobyto w 1949 r. i ponownie badano, by w dwa lata później pogrzebać je w tym samym miejscu. Problem ich pochodzenia nie został rozstrzygnięty, niemniej istnieją powody, by przypuszczać, że są to rzeczywiście szczątki św. Tomasza uratowane przez mnichów. Niektórzy historycy dopuszczają możliwość przetrwania relikwii. Interesująca jest też zrodzona współcześnie legenda, mówiąca że relikwie świętego rzeczywiście spoczywają w katedrze w Canterbury w miejscu, które zna jedynie kilka osób z każdego pokolenia. Osobą taką miał być między innymi archiwista katedry i wytrwały historyk William Urry, zmarły w 1981 roku.

Święty Tomasz jest patronem Anglii oraz osób duchownych. W ikonografii zwykle jest przedstawiany w stroju biskupim, zaś jego atrybutami są: model kościoła, krzyż, miecz i palma męczeńska. Liturgiczne wspomnienie świętego obchodzimy 29 grudnia. Kult jego szybko objął Kościół zachodni i nabrał on w nim wielkiego znaczenia. Stosunkowo wcześnie dotarł także na ziemie polskie, gdzie z kolei z racji swych uderzających podobieństw do męczeństwa św. Stanisława biskupa oddziaływał znacząco na jego kult.