ks. Stanislaw Groń SJ - 19 marca 2008

Pisanki – więcej niż rękodzieło

Słowa kluczowe:

WZORY SĄ FINEZYJNE I BARDZO DELIKATNE, INNE WYRAZISTE, ALE WSZYSTKIE NANIESIONE Z ARTYSTYCZNYM KUNSZTEM…

Scholastyk Mateusz Konopiński – redaktor magazynu „Jezuici – Nasze Wiadomości”, którego jestem kuratorem, poprosił o zaprezentowanie naszym Przyjaciołom i Czytelnikom mojej skromnej kolekcji pisanek. Prosząc mnie, miał poważną, groźną minę i patrzył na mnie z góry. Nie mogłem odmówić, bo chłopak jest wysoki, najwyższy na naszym scholastykacie, i sprawuje poważną funkcję, od której zależy jakość „Naszych Wiadomości”.

Jak wszystko, także i moja kolekcja ma swoją historię. Powstawała przez lata, niejako spontanicznie i bez presji pozyskiwania nowych nabytków. Muszę jednak przyznać, że z roku na rok coraz bardziej się powiększa, mimo że czasami któraś z pisanek się rozbiła (a każdej było mi żal).

Wiele malowanych wydmuszek otrzymałem od rodziny, od przyjaciół i od moich zakonnych współbraci pracujących na misjach w różnych krajach. Także moja siostra zakonnica przywiozła mi kilka pięknych, kamiennych jajek z Kaukazu. Niektóre pisanki nabyłem, targując się o ich cenę ze sprzedawcami – jak przystało w Krakowie na kiermaszach. Czasami jakieś pisanki kupiłem w Cepelii lub na targu, inne zamówiłem na wsi u ludowej pisankarki, jeszcze inne ofiarowała mi zaprzyjaźniona malarka – pani Ewa Skrzypiec. Jej dary pokaźnie wzbogaciły moją kolekcję.

Muszę przyznać, że moja kolekcjonerska pasja pisankarska wraz z upływem lat nie wygasła, ale powiedziałbym, poszerzyła się o fachowe pozycje książkowe z tej dziedziny oraz o wiedzę dotyczącą szerszego kontekstu tej ludowej kultury. Wiem też nie od dzisiaj, że z kolekcją muszę obchodzić się bardzo delikatnie, dosłownie jak z „przysłowiowym jajkiem”, aby przez nieuwagę, nie pomniejszyć swych zbiorów. Nie próbowałem też nigdy rozwiązać spornego, filozoficznego problemu: co było wcześniej jajko czy kura, i mówiąc szczerze nie zamierzam się nim zajmować! Wiem też, że archeolodzy znaleźli na Ostrówku w okolicy Opola pochodzącą z X wieku, najstarszą słowiańską pisankę, jednak mnie nigdy w ziemi niczego nie udało się znaleźć, mimo iż wykopy wokół mnie były czasami głębokie.

Cztery lata temu w 2003 r. nadarzyła się po raz pierwszy okazja zaprezentowania tej kolekcji szerszemu gronu, gdy w jezuickim ogrodzie przy krakowskim kolegium urządzaliśmy doroczną majówkę.

Zwyczaj malowania jaj narodził się podobno w Persji, a dobrze znany był w mezopotamskim Sumerze i Cesarstwie Rzymskim. Również nasi słowiańscy przodkowie nieźle opanowali technikę malowania i zdobienia jaj. Nic dziwnego, nikt wtedy nie słyszał o ptasiej grypie, a kury dobrze się niosły i wosku było pod dostatkiem. Coś z tego talentu malarskiego naszych przodków zostało w nas, a to „coś” ujawnia się, gdy przygotowujemy się do uroczystości Zmartwychwstania Chrystusa z wielkanocnym jajkiem w koszyku i na stole, poświęcone zaś i malowane skorupki z szacunku zakopujemy w ziemię.

Kolorowe jajko zawsze ludzi zachwycało. Niezależnie od czasu, regionu, kultury
i religii. Również dzisiaj malowane jajko urzeka wielu kolorystyką, wzornictwem i najrozmaitszymi technikami zdobienia. Jajko zachwyciło też i mnie. Stąd ta kolekcja!

Jest w niej ponad 350 kruchych, barwnych „arcydzieł”. Mam pisanki z Rumunii, Ukrainy, Czech, Słowacji, Litwy, Kanady, Rosji, Indii, USA, Chin, Boliwii, Zambii, Madagaskaru, Egiptu. Ale najwięcej pisanek z mej kolekcji pochodzi z różnych regionów Polski; mam pisanki kurpiowskie, opolskie, sądeckie, huculskie, podolskie i z innych jeszcze stron naszej Ojczyzny.

Podziwiać możemy różne techniki zdobienia. Poczynając od klasycznych po nowoczesne, gdzie do głosu dochodzi czysta fantazja twórcy oraz oryginalny materiał użyty do zdobienia. Wszystko to wzięte razem daje zadziwiający pięknem efekt, tj. pomalowane jajka – wydmuszki. Mam w kolekcji wydmuszki pokryte klejem, wysadzane koralikami, które tworzą przepiękny wzór niczym fryz mozaikowy, a ich wykonanie jest bardzo pracochłonne. Niektóre z nich mają finezyjnie ułożone taką techniką napisy Alleluja wraz z datą. Niektóre pomalowane wydmuszki są sygnowane inicjałami ich twórców. Mam pisanki pokryte sztucznymi perełkami, ale także jajko kryte czarną włóczką i pomalowane w specyficzne wzorki lakierem do paznokci, gdzie wspaniały ornament w kolorze ceglanym doskonale kontrastuje z czernią. Mam pisanki zdobione płótnem i wysadzane cekinami, jak i pokryte wzorami geometrycznymi nałożonymi grubo farbami na jednolitym czerwonym podkładzie, charakteryzujące się ciekawymi deseniami. Oglądających zawsze też zachwycają wydmuszki z secesyjnymi wzorami kwiatowymi i rysunkiem motyli oraz panoramą Nowego Sącza. Równie piękne są drapanki, w tym ta z procesyjnym orszakiem na jednolitym brązowawo-złotym tle, uzyskanym po gotowaniu w wywarze z łusek cebuli. Otrzymałem ją od utalentowanego współbrata, który wykonał ją, gdy miał poważne problemy ze wzrokiem. Mam również pisanki wykonane techniką batikową, gdzie na powierzchnię jajka w odpowiednich miejscach naniesiony został roztopiony wosk, by tam właśnie się nie zabarwiły i pozostały w swym naturalnym kolorze. Z kolei na innych pisankach kwasem wytrawiono powierzchnię już zabarwioną lub nałożono złoto-brązowy wosk. Piękne są też oklejanki z Łowicza, pisanki z wypukłą fakturą oraz drapanki opolskie, na których ostrym narzędziem wydrapano klasyczny wzór kwiatowy lub godło Polski. Wszystkich oczarowuje też kolekcja z ptakami polskimi oraz okazałe jezuickie kolegium w Starej Wsi ze strzelistymi wieżami i rozświetlonymi oknami, które do złudzenia przypomina prawdziwe. Godnie prezentują się rozłożyste dziewięćsiły oraz górska szarotka, baranek i kolorowy, wspaniale upierzony gil. Piękne jest również gorejące Serce Zbawiciela otoczone cierniem. Zachwyca łąka cała w żółtych kwiatach. Uwagę przyciąga też godło jezuitów z promienistym IHS. Na jednej z pisanek drzemie wiosenny pierwiosnek z pochylonymi ku dołowi kielichami kwiatów, na innej widzimy złociste kłosy zboża albo pływające łabędzie. Na wielu wydmuszkach widnieją różne wzory kwiatowe, ale także: szlaczki, linie, specyficzne łzy, jodełki, krzyżyki, gwiazdki, kropki, zygzaki. Niektóre wzory są drobne i bardzo delikatne, inne grube, wszystkie naniesione z artystycznym kunsztem.

W zbiorach posiadam jajka kurze, kacze, indycze, gęsie, przepiórcze, lilipucie, a na-wet mam kilka jaj strusich i takie, o których nie wiem, kto je zniósł. Wtedy żartuję i mówię, że są od krokodyla. Jedno z jaj strusich zdobi Madonna Starowiejska, inne wspaniała cerkiew. Mam także drewniane atrapy jajek, ręcznie malowane w Rosji na złoconym podkładzie. Pięknie prezentuje się twarz Chrystusa, wizerunek Pantokratora i Matki Bożej, do której policzka tuli się Dziecię Jezus. Posiadam jajka wytoczone w dębowym drewnie i misternie pomalowane, ale także indyjskie intarsjowane różnymi gatunkami drewna i mosiądzem oraz jednego z białego marmuru inkrustowaną zielonym marmurem. Miłe sercu są także jajka zrobione z gliny i wypalone, a pomalowane przez dzieci niepełnosprawne. W kolekcji znajdują się także jajka z minerałów i wykładane masą perłową. Są też takie, które przedstawiają świętych: Ignacego Loyolę, Andrzeja Bobolę, Mikołaja czy bł. Jana Beyzyma. Posiadam także jajko ekumeniczne z symbolami wielkich religii oraz jajko wycinane światłem laserowym z pustymi prześwitującymi serduszkami. Mam też jedno ryte dłutem dentystycznym i pięknie pomalowane, a przedstawiające Kaplicę Zygmuntowską na Wawelu. Kamienne jajko z Boliwii posiada w swej strukturze dwa przesłania teologiczne i może zdobić dwa chrześcijańskie święta. We wnętrzu bowiem wyrzeźbiono szopkę – ta dekoracja nadaje się na Boże Narodzenie, – a gdy się je obróci – zdobić może Wielkanoc. Jajka petersburskiego jubilera Faberge nie mam i mieć z pewnością nie będę, ale i to porcelanowe, ofiarowane mi z kolekcji Rosenthala prezentuje się wspaniale.

Mam nadzieję, że moja kolekcja należy do rozwojowych i będzie się powiększać. A chociaż daleko jej do liczebności i artyzmu kolekcji prezentowanej w jedynym w Polsce Muzeum Pisanki w Ciechanowcu oraz kolekcji pisanek pani prof. Ireny Stasiewicz-Jasiukowej, to jednak moja też warta jest prezentacji w tym artykule.

Drodzy Czytelnicy! Radzę samemu namalować coś na jajku, nawet jeśli nie będzie to arcydzieło. Dobrze się przy takiej pracy odpoczywa i z pewnością efekt ucieszy innych, a może i nas samych. Na pewno warto pisanki kolekcjonować, do czego zachęcam Was gorąco, a gdyby się zdarzyło tak, że jakieś zbędne pisanki zawadzają wam w mieszkaniu, to zawsze możecie mi je przysłać, a miejsce w mojej kolekcji znajdzie się dla nich na pewno.