ks. Stanislaw Groń SJ - 25 października 2013

Zarozumiałość i pokora

30. Niedziela zwykła
Ewangelia: Łk 18, 9-14

Faryzeusz – surowy i na pozór bardzo pobożny, lecz uważający, że inni nie są sprawiedliwi. Sądził, że postępował sprawiedliwie, a jednak jego dobre uczynki skażone były grzechem pogardy i osądzania innych.

Wszystko, co powiedział, było prawdą (dawał dziesięciny, pościł i nie był podobny do innych ludzi), ale nie może dobrze się modlić ten, kto pogardza bliźnim.

Modlitwa ma wznosić myśli i serca do Boga, a nie wynosić nas nad braci i siostry. Jezus w przypowieści wyjaśnił, że do domu odszedł z miłosierdziem i przebaczeniem Boga celnik, a faryzeusz odszedł tylko ze swoją własną „sprawiedliwością”. Kiedy przyjmujemy w życiu i w modlitwie tylko postawę faryzeusza, pewnie nie przekroczymy progu miłosierdzia Boga.

Celnik – wzgardzony poborca podatkowy. Nie porównywał się z innymi, prosił tylko Boga o miłosierdzie. Wiedział, że sprawiedliwie może osądzić go tylko Bóg. W pokorze przyznawał, że jest grzesznikiem i ta pokora zdobyła mu przychylność Boga. Jego modlitwą było zaledwie sześć słów: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.

Pomyślmy, przed czym przestrzega nas Jezus w tej przypowieści? Niewłaściwe jest ocenianie stanu swej duszy tylko według tego, co Bogu dajemy, bo może to prowadzić do pychy. Dwóch ludzi w świątyni zjednoczyła modlitwa i miejsce. Czynili to, co ze swej natury powinno być miłe Bogu, ale jakże różne skutki miał ich wysiłek modlitewny. W modlitwie faryzeusza i każdego, kto sądzi, że doznaje usprawiedliwienia dzięki własnym zasługom, zawsze istnieje pokusa manipulowania Bogiem. Pomóż nam, Panie, odchodzić z modlitewnego spotkania z Tobą usprawiedliwionymi Twoją łaską.