ks. Stanislaw Groń SJ - 30 marca 2015

Przesłanie paschalne

Słowa kluczowe:

fot. CNS PhotoOd płomienia paschału, który rozprasza mroki ciemności w noc paschalną, zapalają swoje świece wszyscy uczestniczący w liturgii. I oto zgromadzenie wiernych napełnia się Chrystusowym światłem.

Podczas celebrowania wielkosobotniej liturgii paschalnej w centralnym punkcie prezbiterium kościoła znajduje się paschał, tj. poświęcona i okadzona przez diakona duża woskowa świeca symbolizująca Chrystusa zmartwychwstałego. To przy niej diakon śpiewa radosny hymn Exsultet – pochwalną starożytną pieśń przypisywaną św. Ambrożemu, a w obecnej formie znaną już od VII wieku.
   Od płomienia paschału, który rozprasza mroki ciemności w noc paschalną, zapalają swoje świece wszyscy uczestniczący w liturgii. I oto zgromadzenie wiernych napełnia się Chrystusowym światłem. Ja jestem światłością świata (J 8, 12). Czynimy to, abyśmy poprzez ten czytelny znak chwalili Ojca i aby każdy chrześcijanin swoim życiem oddawał Bogu cześć i był świadkiem wiary.

   Światło płonącego paschału i zapalonych świec symbolizuje radość i wesele duszy chrześcijanina, Chrystus bowiem zmartwychwstał a my razem z Nim zmartwychwstaniemy! Bóg Ojciec przyjął ofiarę Syna i objawił to najpełniej w Jego zmartwychwstaniu. Jest to największy znak mocy Ojca i zarazem odpowiedź Jego miłości na miłość Jezusa. Krzyż nie jest już skandalem bez sensu, a życie i śmierć bezużytecznym absurdem. Duch Zmartwychwstałego Chrystusa czyni z wierzącego nowego człowieka. Od tej chwili pochodzimy od Jezusa, i nie jesteśmy synami i córkami grzechu, lecz łaski. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha (Rz 8, 11). To główna tajemnica chrześcijaństwa! Ona nadaje sens całemu naszemu życiu i historii zbawienia. Dlatego św. Paweł mógł wołać do Koryntian: To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5, 17b). Kiedy mówimy, że wierzymy w Jezusa Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego, to wyznajemy, że wierzymy, iż umrzeć to zmartwychwstać!
   Radość chrześcijańska to nie ucieczka w zapomnienie, narkotyk od bólu czy znieczulenie, mające pomóc zapomnieć o męce życia. Radość chrześcijańska to pokój, nadzieja i przeświadczenie, że Bóg nas kocha i komunikuje się z nami. Tę radość odczuwali uczniowie i kobiety, gdy Pan się im ukazał po zmartwychwstaniu. My też mamy niejako biec razem i tę radość przekazywać innym, aby tworzyć wspólnotę. Św. Paweł pisał: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam radujcie się! (Flp 4, 4).
   W tych dniach świętujemy razem radośnie wydarzenie zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa, aby potem w codzienności także świętować naszą wiarę: nasze chrzty, śluby i pogrzeby, i aby móc w codzienności przechodzić od prostego patrzenia do widzenia oczami wiary.

Kobiety biegnące od grobu
   W Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie w 2009 roku podziwiałem wspaniałą wystawę zorganizowaną po raz pierwszy po wojnie dla polskiej artystki okresu międzywojennego, genialnej malarki urodzonej w Krakowie, a zmarłej w Genewie, Zofii Stryjeńskiej (1891-1976). Spośród wielu zaprezentowanych obrazów utkwił mi w pamięci szczególnie jeden: trzech Marii uciekających wczesnym rankiem od grobu Jezusa. Kobiety biegły jak szalone, bo uciekały przestraszone wcześniejszym widzeniem aniołów i spotkaniem ze Zmartwychwstałym, od którego otrzymały misję, by natychmiast opowiedzieć o tym Jego uczniom. Były pełne emocji, chciały jak najszybciej podzielić się tą niezwykłą nowiną. Biegły, ile tylko miały sił w nogach, a tchu w płucach. Wystudiowane przez artystkę dynamiczne pozy biegnących kobiet, barwne ich szaty i rozwiane włosy dobrze zapamiętałem. Przedstawienie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Zazwyczaj bowiem w malarstwie ukazuje się motyw trzech Marii idących do grobu, a nie uciekających od niego! Ukazuje się je pełne bólu i smutku zmierzające do grobu Pana wczesnym rankiem z niesionymi przez nie amforami pełnymi pachnących olejków, zakłopotane myślą, kto im odsunie grobowy kamień.
   W tych dniach uroczystej celebry wielkanocnej słuchać będziemy opisów ewangelicznych o kochających kobietach i o zalęknionych mężczyznach, zwróćmy uwagę na kierunki ich biegu: od i do grobu.

Serce i rozum
   
Słabych kobiet nie przestraszył ani wielki kamień u grobu, ani wczesna pora, ani straż, która miała tam czuwać. Nie bacząc na nic, poszły z wonnościami do złożonego w grobie ciała Jezusa. Ujrzawszy pusty grób, natychmiast przybiegły z nowiną do apostołów. Zatrwożonym uczniom słowa kobiet wydały się czczą gadaniną, i dlatego do grobu pobiegli mężczyźni: umiłowany uczeń i Piotr. Wczesnym rankiem, kiedy kobiety biegną od grobu, mężczyźni biegną do grobu.
   Apostołowie postąpili bardzo racjonalnie. Niewiarygodne pogłoski należało natychmiast sprawdzić. Gdy przybiegli do grobu, ujrzeli kamień odsunięty i same płótna. Żywego Jezusa ujrzała tylko Maria Magdalena, bo to serce potrafi uprzedzić rozum! Tajemnicę zmartwychwstania trzeba rozważać i sercem, i rozumem.Serca potrzeba, aby Panu służyć i kochać Go, rozumu – aby poznawać, porządkować dane, należycie wnioskować i przekonywać o Nim. Znacznie wcześniej znajdują Boga ci, którzy chcą Mu służyć z oddaniem, niż ci, którzy z teologicznym zapałem roztrząsają dyskusyjne kwestie. Idący do Emmaus nie poznawali Jezusa, dopóki byli zajęci teologiczną dyskusją z Nim, analizowaniem wydarzeń. Zmartwychwstały był nie tylko problemem teologicznym, lecz – Osobą. Kiedy mężczyźni oglądali płótna w pustym grobie Jezusa, Pan mówił do Marii Magdaleny, a mówił jakże serdecznie: Mario!
   Kościołowi zawsze potrzebni są świadkowie zmartwychwstania: i uczniowie, którzy poznają Chrystusa po łamaniu chleba, i kobiety z radosnym świadectwem: Widziałyśmy Pana!