ks. Stanislaw Groń SJ - 3 listopada 2015

Życie i śmierć – listopadowa refleksja

Ożyją Twoi umarli, zmartwychwstaną ich trupy, obudzą się i krzykną z radości spoczywający w prochu, bo rosa Twoja jest rosą światłości, a ziemia wyda cienie zmarłych (Iz 26, 19).

W listopadzie ożywa w nas myśl o śmierci i życiu wiecznym. Częściej niż zwykle odwiedzamy cmentarze, dekorujemy groby naszych bliskich, palimy znicze na mogiłach znanych i nieznanych nam osób, uczestniczymy w procesjach cmentarnych. Liturgia zachęca nas też do polecania zmarłych  modlitwie wspólnoty Kościoła. Pytania o śmierć rodzą się w nas szczególnie wówczas, kiedy pojawia się ona obok nas; kiedy Bóg powołuje do wieczności kogoś, kogo bardzo kochamy. Kogoś, z kim wiele razy rozmawialiśmy i doświadczyliśmy od niego dobra, życzliwości, troski, miłości. Ogarnia nas żal i smutek i mocniej wówczas czujemy, że nie możemy zatracić wartości, jakie on nam przekazał, gdy byliśmy razem. Bywa i tak, że w gazecie przeczytamy nekrolog kogoś, kogo nazwisko jest nam dobrze znane. Również wtedy, gdy wypełniamy kartkę na tzw. wypominki, zauważamy ze zdumieniem, jak wiele z każdym rokiem przybywa na niej imion i jak powiększa się grono tych, którzy przeszli już na drugą stronę, tj. do wieczności. Pytania dotyczące śmierci, stają się najboleśniejsze, kiedy sami zanurzamy się w ból czy chorobę, które prowokują zainteresowanie się jej potęgą.

 

Śmierć dotyczy także nas, choć nie zawsze chcemy o tym pamiętać. Natężenie zainteresowania własnym kresem zależy od zdrowia, wieku i przeżytych doświadczeń. Gdy jesteśmy młodzi, sądzimy, że śmierć jest od nas bardzo daleko; z upływem lat dojrzewamy jednak do przyjęcia prawdy, że śmierć nieuchronnie do nas przybliża się.

Nie sposób pisać wyczerpująco o śmierci, bo nikt jej dwa razy nie przeżywa. Refleksja nad śmiercią bierze swój początek z doświadczania czyjegoś umierania – indywidualnie i we wspólnocie. Człowiek zmuszony jest uznać granice swego życia. Śmierć przynależy do sposobu istnienia człowieka i oścień śmierci dotyka życia. Istnieć, żyć, być człowiekiem oznacza także dosięgnąć kresu wyznaczonego przez śmierć i Boże przeznaczenie.

Śmierć to coś znacznie więcej, niż tylko problem biologiczny; to skutek grzechu, którego źródło tkwi w mocy i aktywności Szatana: Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6, 23). Jesteśmy śmiertelni i nieśmiertelni zarazem; ocieramy się w naszej egzystencji o największą z tajemnic – śmierć, ale zdolni jesteśmy pojąć także tajemnicę życia, kiedy udziałem żywych i zmarłych stanie się nieśmiertelność i odrodzenie całego stworzenia. Śmierć jako wyraz zła nie ma miejsca w Chrystusowym Królestwie. Człowiek wierzący wie, kto jest ostatecznie zwycięzcą w walce ze śmiercią. Jezus, który skonał na krzyżu i powstał z zapieczętowanego grobu, najlepiej wyjaśnia tajemnicę śmierci i życia.

W XXI wieku, niektórym ludziom wydaje się, że odpowiedzialność za śmierć przeszła w ręce lekarzy, specjalistów – ludzi, którzy szybko zatracili poczucie Bożego wymiaru ludzkiego życia. Niektórzy poganiejący chrześcijanie sprawy życia i śmierci powierzają horoskopom, sennikom, wróżeniu z kart i nadzmysłowym kontaktom z duchami. Nie uwalnia to ich jednak od niepokoju, strachu i smutku.

Często doświadczenie śmierci zostaje zepchnięte na margines osobowych doświadczeń. Najbliżsi nie towarzyszą umierającemu, choć był on za życia włączony w ich wspólnotę. Wielu umiera poza rodzinnym domem, w otoczeniu obcych ludzi. Wyspecjalizowane instytucje domów pogrzebowych oblicze śmierci retuszują wyrazem dyskretnych makijaży i czynią z niej niezły interes.

Czym zatem jest śmierć? Końcem, radykalną zmianą, przejściem czy przedłużeniem życia – w odmiennej niż dotychczas postaci? Biblia przedstawia agresywną jej moc, jako pozostającą w walce z życiem, a nawet z Bogiem. Ona ma swoje żądło: Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo spoczęło na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich. Przedmiotem ich rozmyślań i obawą serca jest myśl o tym, co ich czeka, jest dzień śmierci (Syr 40, 1-2).

Obawa serca zostaje pomniejszona, kiedy człowiek czyni dobro. To, co uczyniliśmy naszym bliźnim i Bogu, nie rozsypie się w proch, lecz pozostaje na wieczność. Apokalipsa mówi: Błogosławieni, którzy w Panu umierają (…) niech odpoczną od swych mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny (14, 13).

Spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym opiera sie na gwarancji ufności w moc Jego Słowa, przemieniającego nasze życie na łonie Kościoła łaską sakramentów. Jezus przemienia śmierć w spotkanie z Nim. Tajemnica zmartwychwstania zabezpiecza człowieka przed niszczącym przemijaniem. Wiara eliminuje niepewność co do naszego życia po śmierci doczesnej, oddala rozpacz po odejściu bliskich; nadaje sen życiu i śmierci. Życie ziemskie, które otrzymaliśmy od Boga, jest darem na określony czas, jest w nim tchnienie Boże. Biblia, opowiadając o stworzeniu człowieka, mówi, że Bóg posłużył się prochem, gliną, aby utworzyć mu ciało. Człowiek stał się istotą żywą (materialno-duchową) dopiero wówczas, kiedy został w niego tchnięty Duch Boży. Kiedy człowiek umiera, mówimy, że oddaje ducha, zwraca go Bogu i gaśnie w nim siła życia: Gdy im oddech odbierasz, marnieją i powracają do swego prochu. (Ps 104, 29). Rzeczywistość śmierci znajduje swój jaskrawy wyraz w słowach: Prochem jesteś i w proch się obrócisz (Rdz 3, 19). Człowiekowi dany jest na ziemi odpowiedni czas: Zrodzony z niewiasty ma krótkie i bolesne życie, wyrasta i więdnie jak kwiat, przemija jak cień chwilowy (Hi 14, 1-2).

Przeznaczenie człowieka w zamyśle Boga zawiera współpanowanie z Bogiem po śmierci, życie z Nim nie tylko na ziemi, lecz w życiu przyszłym, odnowę stworzenia. Chrześcijanie wiedzą, że moc śmierci została pokonana przez zmartwychwstanie Jezusa: Jeśli umieramy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy (Rz 6, 8).

Szanujemy i kochamy życie na ziemi. Wiedząc, że ma ono przejściowy charakter, nie pomniejszamy go z uwagi na życie przyszłe. Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeśli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana, jeśli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana. (Rz 14, 7-8). Śmierć z perspektywy życia doczesnego nadal jest wrogiem, ale i wezwaniem do pełniejszego życia w wieczności. Powściągliwość w zakresie racjonalnej analizy śmierci i wobec tego, co czeka ludzi po niej, jest konieczna, bo jest to rzeczywistość nie do opisania: Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor 2,9).

Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię. Jezus Chrystus wyprowadza nas ze strachu i smutku, rezygnacji i rozczarowania i wprowadza w szeroki świat Bożego życia. Modląc się i chodząc po cmentarzu w dniu Święta Zmarłych, pomyślmy o śmierci i wieczności, a pomoże nam to lepiej żyć i kiedyś umierać. Fotografie bliskich nam osób, widniejące na kamiennych pomnikach, umieszczony tam wizerunek Chrystusowego krzyża, szeptana modlitwa o wieczny odpoczynek za zmarłych, opadające liście z zasypiających drzew, ich szelest pod butami oraz widok dopalających się zniczy – niech pomogą nam pomyśleć o naszej śmierci i o naszym przeznaczeniu do wieczności. Do nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności (Mdr 2, 23)