ks. Stanislaw Groń SJ - 13 lipca 2019

Samarytanin i bliźni

15. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Łukasza 10, 25-37.

Uczony w Prawie zadał pytanie Jezusowi, wystawiając Go na próbę: Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Chciał wiedzieć, który z czynów nakazywanych przez Prawo tym, którzy chcieli osiągnąć życie wieczne, jest najważniejszy. Chodziło mu o przykazanie, które obejmowałoby wszystkie inne. Jezus odpowiedział pytaniem na pytanie. Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? W ten sposób zachęcił go, aby w Piśmie szukał odpowiedzi. Wówczas uczony rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego (Pwt 6, 5; Kpł 19,18). Jezus pouczył rozmówcę, że nie powinno się wystawiać na próbę Boga, a także ocenił jego znajomość Pisma, mówiąc: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Ale uczony zadał nowe pytanie: A kto jest moim bliźnim? Odpowiedzią była przypowieść o miłosiernym Samarytaninie.

W świecie, w którym żyjemy – jak w tej przypowieści – są: zbójcy, lewici, kapłani i Samarytanie. Jeśli te kategorie ludzi są w społeczeństwie, w Kościele, to dlatego, że nadal obecne są w sercach wielu postawy, które oni prezentują. Czasami objawia się w nas zbójca popełniający zło, kiedy indziej kapłan czy lewita, symbolizujący zaniedbane dobro. Ale jest i w nas także postawa Samarytanina z jego dobrymi czynami.

Opowiedziana przez Jezusa przygoda z rannym i na pół umarłym człowiekiem pozostawionym przy drodze była po to, aby uczony w Prawie sam dał sobie odpowiedź, kto jest jego bliźnim. Z przypowieści płynie wniosek: bliźnim jest każdy, kogo spotykam w życiu i kto mnie w jakiś sposób potrzebuje!

Powinna zastanowić nas postawa Samarytanina, pochylonego nad zranionym, będącym w potrzebie. To pochylenie się nad nim i udzielona mu pomoc niech zachęci nas do służby innym. Powołanie chrześcijańskie jest także jakimś udziałem w życiu ludzi nam nieznanych, spotkanych „przypadkiem”. Bóg stawia na naszej drodze bliźnich będących w potrzebie może po to, aby każdy z nas zasłużył na podobne uznanie, z jakim kiedyś Jezus mówił o Samarytaninie. Ten dobry człowiek opatrzył rany cierpiącego. Włożył rannego na swoje bydlę i zamiast narzekać na zdeprawowaną moralność tych, którzy obdarli i zranili przechodnia, okazał mu pomoc: zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”.

Jezus, jak pisze Klemens Aleksandryjski, na zranione dusze nasze wylał wino – krzew szczepu winnego Dawida; On to przyniósł oliwę – litość serca ojcowskiego i darzy nią obficie; On ukazał nierozerwalność więzów zdrowia i zbawienia – miłości, wiary i nadziei.

Panie, pomóż nam, abyśmy nie przechodzili obojętnie wobec potrzebującego pomocy.