Słowo kluczowe: Samarytanin

ks. Stanislaw Groń SJ - 30 czerwca 2002

Samarytanin Madagaskaru

Ksiądz Beyzym to wcielenie niezłomności twardej jak mur – męstwa nie znającego lęku i serca gorącego wylaniem, a czystego jak kryształ. To bohater, jakich mało wydała ludzkość. (…) Madagaskarowi złożył w ofierze bezinteresownie swe piękne życie, swoją wielką miłość i – uciułany grosz polskiego społeczeństwa.
Arkady Fiedler

       Uczący się w Chyrowie chłopcy nazywali o. Jana Beyzyma drugim Juliuszem Verne. Przepadali bardziej za opowiadanymi przez niego historiami niż za lekturą książek tamtego znanego pisarza. On sam nazywał siebie Tatarem i uważał się za żebraka zbierającego jałmużnę w imię Chrystusa. Współbracia nazywali go Kozakiem; w ich oczach uchodził za oryginała i marzyciela. Współczesna mu prasa francuska określała go polskim samarytaninem. W swych listach określał sam siebie: posługacz trędowatych oraz tatarsko-afrykańska mość.

Czytaj więcej

ks. Stanislaw Groń SJ - 7 października 2000

Obdarowywać miłosierdziem

Przeczytaj fragment Ewangelii (Łk 10,25-37) i w skupieniu rozpocznij medytację.

        Pytanie, zadane Jezusowi przez uczonego w Piśmie: Nauczycielu, co czynić, aby osiągnąć życie wieczne? a więc, jak żyć, aby się dostać do nieba, jest nadal aktualne. Mistrz z Nazaretu udzielił na to pytanie najpełniejszej odpowiedzi, opowiadając przypowieść o miłosiernym Samarytaninie.

Wobec zranionego człowieka

        Ewangeliczny rozbójnik, kapłan, Samarytanin i leżący przy drodze pobity człowiek są w pewnej mierze także w tobie. Jest tak, bo zdarza ci się popełniać zło, zaniedbywać dobro, ale umiesz też udzielać bliźnim życzliwej pomocy.

        Przybliżenie się do człowieka będącego w potrzebie i okazanie mu serca to twój obowiązek. Także i ty powinieneś mu usłużyć, nawet jeśli on cię o to nie prosi, nie krzyczy i nie woła o pomoc. Nieważne jest, kto cierpi: stary czy młody, bliski czy nieznajomy, ziomek czy obcokrajowiec. Nieważne jest, jak cierpi: na ciele czy na duszy. Istotne jest to, że cierpi i że człowiek został zraniony. Okazana mu życzliwość i pomoc będą cię z pewnością kosztować. Będziesz musiał czymś zapłacić, chociażby poniesionym dla niego trudem, straconym czasem, a może utratą tzw. świętego spokoju czy wreszcie wydanymi przez ciebie dla bliźniego pieniędzmi. Wiedz, że zasługi na niebo zyskuje się także w ten sposób, pochylając się nad bliźnim i okazując mu swą pomoc i miłość.

Czytaj więcej

ks. Stanislaw Groń SJ - 6 października 2000

Samarytanin, czyli o pomocy bliźniemu

Z wyciszonymi myślami, w postawie pełnej szacunku wobec Boga rozpocznij modlitwę i przeczytaj fragment Ewangelii: Łk 10,25-37.

Uczony w Prawie zadał pytanie Jezusowi, aby Go wystawić na próbę: Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Chciał wiedzieć, jaki czyn spośród nakazywanych przez Prawo tym, którzy chcieli osiągnąć niebo, byłby najważniejszy. Chodziło mu o jedno, najważniejsze przykazanie, które obejmowałoby wszystkie inne. Wystawienie na próbę Tego, który nauczał z mocą, skończyło się tak, że uczony musiał z kolei odpowiedzieć na zadane przez Jezusa pytanie: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? Odwróciły się role. Nasz Pan zachęcił uczonego, aby w Piśmie szukał właściwej odpowiedzi na postawione przez siebie pytanie. Uczony odpowiedział, i to tak, jak uczeń odpowiada wobec nauczyciela. Powiedział o tym, co człowiek powinien czynić, aby osiągnąć życie wieczne: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego (Pwt 6,5; Kpł 19,18). W tej scenie Jezus wykazał uczonemu, że nie trzeba wystawiać na próbę Pana Boga swego, a także ocenił jego znajomość Pisma mówiąc: Dobrześ odpowiedział. Pochwała ta była wezwaniem do życia według wypowiedzianych słów.

Czytaj więcej